piątek, 5 października 2012

Mój zestaw jesienny

Jesień jest zdecydowanie moją ulubioną porą roku. Blog Sen Mai zainspirował mnie do uporządkowania powodów, dla których ją lubię, a przy okazji do przewertowania obszernego archiwum fotograficznego. I powstał taki oto zestaw jesienny.

1.Lubię jesień za: kolory - gdy najpierw wybuchają swoim bogactwem, a potem stopniowo gasną,

2. za to, że jest dojrzała, bogata, pachnie ziemią i owocami,


 3. za ogień - bo już chłodno i trzeba rozpalić w kominku, a to przecież taki dobry antydepresant,

 
 4. za cudny pretekst do pieczenia szarlotek i pierników (antydepresant nr 2)

 


5. za zadumę i refleksję, za sztukę przemijania,

 
6. za drzewa i drewno w każdej postaci, 

   
 7. za włóczki i warkocze i wszystkie ciepłe dziergadełka,

 
 
 8. za to, że 13 lat temu urodził się mój młodszy syn:)

 
9. za deszczowe wietrzne dni, wtedy gdy można siedzieć w ciepłym domu z kubkiem gorącej herbaty z cytryną (antydepresant nr 3),

 
10. za wiewiórki i jeże krzątające się po ogrodzie w poszukiwaniu orzechów, a może bardziej za orzechy właśnie:)

 Oj, znowu kolejna jesień.

Pozdrawiam kolorowo!
PS. I jeszcze za kalosze... i za różne cudne badylki... i za prześliczne mgły do podziwiania... i ciepłe koce, ale to już przy innej okazji.

czwartek, 4 października 2012

Czekolada i wanilia

No i wystarczyło, żeby zaświeciło słońce i zupełnie inaczej człowiek patrzy na świat:) I nawet udało się uporządkować zdjęcia i troszkę napstrykać rzeczy, nad którymi akurat pracuję, więc w najbliższym czasie pokażę to i owo. Na razie dziergadełka w smakowitych kolorach i nitki ;) złapane w resztkach popołudniowego jesiennego słońca.

...a tutaj w towarzystwie świecznika z home&you, któremu nie mogłam się oprzeć...
Pozdrawiam cieplutko!

środa, 3 października 2012

Dołek

Deszcz za oknem. Jesień. Trochę gorszy dzień. Dużo napięć i nerwów ostatnio w pracy. Męczy mnie odpowiedzialność, wyczekiwanie, konkurs i "polityka". Chyba się wypaliłam, bo w tym roku nawet trzy tygodnie urlopu jakoś nie pomogły się zresetować. Zresztą praca nie pozwoliła oderwać się całkiem i różne trudne sprawy jak "gnębiwtryski" nadal tkwią w głowie. Pcham ten wózek, chociaż myśli uciekają. Brak entuzjazmu i radości z pracy zabija. Jakże jest trudno dokonać rewolucji w życiu zawodowym, gdy na jednej szali jakaś, powiedzmy, stabilizacja i przewidywalność, na drugiej nie wiadomo co, bo najchętniej zaczęłoby się nowy rozdział od odcięcia od tego co było do tej pory. I to całkowicie, radykalnie. Eh... Może kiedyś (to straszne Kiedyś, które zabija wszelką aktywność samym swoim istnieniem - tak jakby życie miało trwać wiecznie!) się odważę. Sama nie wiem, czy lepiej doprowadzić swoją psychikę do dna, czy jakoś (kolejne wstrętne słowo) trwać. Zdecydowanie dołek...

A po powrocie do domu, jak nałogowiec, uciekam w szydełkowanie. Toż to dla mnie jak medytacja - sposób na przetrwanie trudnego czasu. Okropność :) Muszę utrwalić te kilometry nici, włóczek na zdjęciach. Moje młodsze dziecko śmieje się ze mnie, licząc ile to już razy okrążyłam kulę ziemską :) Z powodu braku energii i optymizmu (mam nadzieję, że chwilowego) brak też robótkowych zdjęć.
 


Pozdrawiam wszystkich deszczowo

wtorek, 2 października 2012

Anioł Stróż

Dzisiaj podobno jest Dzień Aniołów Stróżów :-) Może w dzisiejszym szalonym świecie anioły też przeglądają zasoby sieci. Może przez  ramię zaglądają w ekrany, czytają o czym piszemy? Zresztą przecież nie muszą czytać... I tak wszystko wiedzą... Czuwają... Chronią...
Mojemu Aniołowi Stróżowi- dziękuję.
Anioły pewnie pojawią się tutaj nie raz. W domu zostało kilka... Ten poniżej to mój ulubiony ..
 a te kiedyś wypatrzyłam przycupnięte w Lanckoronie...
Pozdrawiam wszystkich zaglądających


.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...