środa, 3 października 2012

Dołek

Deszcz za oknem. Jesień. Trochę gorszy dzień. Dużo napięć i nerwów ostatnio w pracy. Męczy mnie odpowiedzialność, wyczekiwanie, konkurs i "polityka". Chyba się wypaliłam, bo w tym roku nawet trzy tygodnie urlopu jakoś nie pomogły się zresetować. Zresztą praca nie pozwoliła oderwać się całkiem i różne trudne sprawy jak "gnębiwtryski" nadal tkwią w głowie. Pcham ten wózek, chociaż myśli uciekają. Brak entuzjazmu i radości z pracy zabija. Jakże jest trudno dokonać rewolucji w życiu zawodowym, gdy na jednej szali jakaś, powiedzmy, stabilizacja i przewidywalność, na drugiej nie wiadomo co, bo najchętniej zaczęłoby się nowy rozdział od odcięcia od tego co było do tej pory. I to całkowicie, radykalnie. Eh... Może kiedyś (to straszne Kiedyś, które zabija wszelką aktywność samym swoim istnieniem - tak jakby życie miało trwać wiecznie!) się odważę. Sama nie wiem, czy lepiej doprowadzić swoją psychikę do dna, czy jakoś (kolejne wstrętne słowo) trwać. Zdecydowanie dołek...

A po powrocie do domu, jak nałogowiec, uciekam w szydełkowanie. Toż to dla mnie jak medytacja - sposób na przetrwanie trudnego czasu. Okropność :) Muszę utrwalić te kilometry nici, włóczek na zdjęciach. Moje młodsze dziecko śmieje się ze mnie, licząc ile to już razy okrążyłam kulę ziemską :) Z powodu braku energii i optymizmu (mam nadzieję, że chwilowego) brak też robótkowych zdjęć.
 


Pozdrawiam wszystkich deszczowo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...